Wychodzisz z hali przylotów na Heathrow, ciągniesz walizkę i słyszysz ciche „Taxi?” od kogoś bez żadnego oznaczenia. Nie odpowiadaj. Taki kierowca prawie na pewno nie ma licencji, a jego auto nie jest ubezpieczone na przewóz pasażerów. Cenę poznasz dopiero na miejscu. Idź do czarnej taksówki, zamów auto w aplikacji albo jedź metrem.
Po czym poznać kierowcę bez licencji?
Schemat jest ten sam na Heathrow, Gatwick i Luton. Ktoś podchodzi do ciebie sam, zanim zdążysz rozejrzeć się za postojem, i proponuje kurs półgłosem, jakby załatwiał coś po cichu. Legalny taksówkarz nie musi łowić klientów przy drzwiach terminalu.
Kolejne sygnały pojawiają się w rozmowie. Zwróć uwagę na trzy rzeczy:
- Tylko gotówka: kierowca nie chce słyszeć o płatności kartą.
- Cena „potem”: stawka nie pada przed wyjazdem, a kierowca przypomina sobie o niej dopiero pod hotelem.
- Brak paragonu: po kursie nie dostajesz żadnego potwierdzenia, więc nie masz czego reklamować.
Najgorsze jest jednak to, czego nie widać. Takie auto nie ma ubezpieczenia na przewóz pasażerów, więc przy stłuczce zostajesz z kłopotem bez żadnej polisy. Ten sam numer działa przy wyjściach z ruchliwych dworców kolejowych i autobusowych.
Jak bezpiecznie dojechać z lotniska do centrum
Szybko nauczyłam się, że sposób dojazdu warto wybrać, zanim wyjdę z terminala. Wtedy ciche „Taxi?” nie robi na mnie wrażenia, bo niczego nie szukam. Do wyboru są trzy opcje:
- Oficjalna czarna taksówka z postoju.
- Samochód zamówiony przez jedną z popularnych aplikacji.
- Z Heathrow niebieska linia metra, która szybko i bez kombinowania dowozi do centrum.
Ta zasada działa na każdym lotnisku świata, nie tylko w Londynie: nie rozmawiam z nikim, kto bez pytania proponuje mi usługę. Wystarczy pokręcić głową i iść dalej.
Bilet za pół ceny na West End? To pułapka
Po zameldowaniu w hotelu większość z nas od razu rusza do centrum. Okolice Leicester Square i Piccadilly Circus to ulubiony rewir sprzedawców podrobionych albo zduplikowanych biletów na musicale, mecze Premier League czy koncerty w O2 Arena. Kręcą się też przy wyjściach z metra, w parkach oraz przy stadionach, teatrach i klubach.
Nieznajomy, który oferuje wejściówkę na hitowe wydarzenie za połowę ceny, to w praktyce zawsze oszust. Kłamstwo wychodzi na jaw przy bramce albo przy drzwiach teatru, a pieniędzy już nie odzyskasz. Bilety kupuj tylko na oficjalnych stronach albo w kasach.
Kubki i karty przy Leicester Square
Przy Leicester Square, w Covent Garden, na South Bank, przy Westminster czy na Oxford Street zobaczysz grupkę ludzi wokół stolika. Ktoś przesuwa piłeczkę pod kubkami albo tasuje trzy karty. Wygląda to na prostą zabawę, ale wygrywa zawsze prowadzący.
Na początek możesz dostać małą wygraną na przynętę. Obok stoją koledzy prowadzącego, którzy niby zgarniają duże sumy, żeby zachęcić następnych. Nie graj, bo tu nie da się wygrać. Lepiej nawet się nie zatrzymywać, bo w takich zbiegowiskach zwykle pracuje kilku kieszonkowców.
Słowa, po których odchodzę
Na pierwszy dzień w Londynie wystarczy mi jedna reguła. Odchodzę od każdego, kto:
- sam zaczepia mnie z ofertą na ulicy, na lotnisku albo przy wyjściu z metra,
- popędza i mówi, że okazja jest „tylko na dziś”,
- chce zapłaty wyłącznie gotówką.
Jeśli mimo wszystko ktoś cię oszuka albo sytuacja zrobi się nieprzyjemna, zgłoś to policji. W razie zagrożenia dzwoń pod 999 albo pod europejski numer alarmowy 112.